Ta. Poszło się jebać. Za mało się starałam. Może nie powinnam się tu tym chwalić, chociaż odnoszę wrażenie, że większość raczej cieszy moja porażka. Zadufana w sobie gówniara, myślała, że jest coś warta. No i się przeliczyła. HA!
Uciekam przed problemami. Wiem, że to nic nie daje. Ale jak ktoś kiedyś powiedział, zacznij uciekać, a nigdy nie przestaniesz. Święta racja. Ale chyba jeszcze nie mam w sobie tyle odwagi by przestać.
Już wiem, w którym dniu będę szukała mojej legendy. Tej jedynej, od której wszystko będzie zależało. To jak ułożę sobie całe życie. To jak chcę ułożyć sobie to życie. W tym momencie jestem tak podekscytowana i przestraszona za razem, że aż mnie to wszystko przeraża. Rozpoczął się czas wytężonej pracy nad sobą i nad swoją wiedzą.
Dlaczego się uśmiecham? Nie wiem, nic nie wiem. Ale chyba w końcu moje życie zaczyna podążać we właściwym kierunku...
Tylko przekleństwa cisną mi się na usta. Jak z jednego łona mogą wyjść dwie aż tak różne osobowości. Jedno środowisko wychowawcze. To samo przedszkole, podstawówka i gimnazjum. Te same tragedie rodzinne. Co za potwór z niego. Jakim prawem? Dlaczego ja? Czy to już nienawiść? Ale ja nie chcę... Jest mi źle. Mam ważniejsze sprawy na głowie. Popierdoleniec.