Już wiem, w którym dniu będę szukała mojej legendy. Tej jedynej, od której wszystko będzie zależało. To jak ułożę sobie całe życie. To jak chcę ułożyć sobie to życie. W tym momencie jestem tak podekscytowana i przestraszona za razem, że aż mnie to wszystko przeraża. Rozpoczął się czas wytężonej pracy nad sobą i nad swoją wiedzą.
Dlaczego się uśmiecham? Nie wiem, nic nie wiem. Ale chyba w końcu moje życie zaczyna podążać we właściwym kierunku...
Tylko przekleństwa cisną mi się na usta. Jak z jednego łona mogą wyjść dwie aż tak różne osobowości. Jedno środowisko wychowawcze. To samo przedszkole, podstawówka i gimnazjum. Te same tragedie rodzinne. Co za potwór z niego. Jakim prawem? Dlaczego ja? Czy to już nienawiść? Ale ja nie chcę... Jest mi źle. Mam ważniejsze sprawy na głowie. Popierdoleniec.
"Charakter człowieka jest jego przeznaczeniem"
Przeraziło mnie trochę to co ostatnio przeczytałam. (Te które mogą mieć każdego, przeważnie zawsze są same). Mam już dość bycia sama. Mam dość uganiania się za przystojniakami. Chcę czułego i troskliwego faceta. Ale chyba dla tych normalnych jestem za bardzo... hmm... nienormalna. Ten rok będzie taki sam jak poprzedni. Do dupy. Rzuciłabym wszystko z miłą chęcią i wyruszyła do Tybetu, na jakiś rok. Zamiast tego jestem zestresowana, bo nie robię tego, co powinnam. Kontakty międzyludzkie mnie przerażają. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że jedyna osoba z którą mogłam porozmawiać o moich egzystencjalnych problemach wyjechała za granicę i najbliżej to się w kwietniu zobaczymy. A maile niestety to już nie to samo.
Wiem, że to co teraz powiem nie będzie oryginalne, ale cóż. Boję się żyć. Wiem, że mam możliwości. Całkiem duży wybór. I nie umiem zdecydować się na jedno. Zamiast tego, wszystko knocę. A niedługo będę już za stara, by móc dokonywać wyborów.
Jak to mówią, z wiekiem wymagania maleją.
Nie wiem czego chcę.
Tęsknię za mamą.
Tęsknię za Monią.
Brakuje mi życia.